MojaWyspa.co.uk - Polski Portal Informacyjny w Wielkiej Brytanii. Polish Community in the UK
Polska strona Wielkiej Brytanii

20/11/2010 09:32:00

Absurdy brytyjskiego BHP

Absurdy brytyjskiego BHPWydawać by się mogło, że w XXI wieku nie ma miejsca na, co najmniej, niezrozumiałe przepisy dotyczące health and safety (h&s). Brytyjskie zasady BHP potrafią jednak zaskakiwać i wywoływać politowanie.

Co prawda, brytyjski rząd zapowiedział rewolucję w tej kwestii, ale na razie wiele absurdalnych zapisów nadal funkcjonuje i ma się całkiem dobrze.


Nie tak dawno londyńska Tate Modern hucznie zapowiadała otwarcie wystawy, na którą składają się miliony ceramicznych nasion słonecznika. Zapowiadano, że będzie można po nich chodzić, siadać, kłaść się, w ten sposób brać czynny udział w ekspozycji. Okazało się jednak, że nie wolno już po nich chodzić, ponieważ Tate musiała posłuchać zaleceń specjalistów od h&s. W krótkim oświadczeniu poinformowano, że „pył ceramiczny może negatywnie wpływać na drogi oddechowe zwiedzających” i dlatego zmieniono zasady wystawy. W połowie października, premier David Cameron zapowiedział, że rząd zrobi wszystko, aby zmniejszyć biurokrację, zachować rozsądne przepisy tam, gdzie są one niezbędne, a przede wszystkim traktować ludzi dorosłych jak dorosłych. Obecne przepisy obowiązują od 1974 roku, ale w oczach Brytyjczyków nigdy nie były one gorzej oceniane. W końcu przyznano także, że przepisy dają szerokie pole do popisu tym wszystkim, którzy domagają się i dostają absurdalnie wysokie odszkodowania za absurdalne „wypadki” w pracy. Od dawna przepisy BHP były wyśmiewane. Teraz ma im zostać przywrócona należna powaga. Absurdy kiedyś muszą się skończyć. Na razie jednak, jesteśmy nimi skąpani.

Pierwszy lepszy przykład

Żadne zajęcie nie obejdzie się dziś bez listy zasad i przepisów, które mają nas chronić przed wszelkim nieszczęściem. Nie tak dawno zakazano biegu z naleśnikami i zamiast tego zasugerowano marsz podczas corocznych zawodów z okazji Shrove Tuesday w St Albans, zakazano tradycyjnego biegu za toczącym się serem ze wzgórza w Wiltshire, nakazuje się zdejmowania wiszących koszyków kwiatowych nad ulicami i chodnikami. Studentom Anglia Ruskin University w Cambridge zakazano tak powszechnego podrzucania czapek, ponieważ „grozić to może poważnymi urazami czaszki, jeśli czapka spadnie komukolwiek na głowę”. Burmistrz miejscowości Maidstone wściekł się, kiedy specjaliści od „h&s” zasugerowali, że ze służbowego auta powinny zniknąć emblematy urzędu, tradycyjnie zamieszczane na niewielkich szpikulcach z przodu samochodu. Powodem takiej decyzji miała być „ewentualność zranienia przechodniów lub innych kierowców, gdyby chorągiewka odpadła.” Władze miasta nie dały się, odpierając, że „jeśli Królowa może mieć swoje chorągiewki na swoim samochodzie, to tym bardziej każda inna osoba czy instytucja może w ten sam sposób wywieszać swoje emblematy”.

Absurdy

98-letnia Florrie Tranter też stanęła w obliczu nie lada problemu, kiedy została wypisana z lokalnego szpitala w West Midlands. Kobieta trafiła do szpitala z problemami oddechowymi, ale kiedy lekarze uznali, że może już wrócić do domu, Florine musiała zostać kilka dni dłużej. Tyle czasu zajęło sanitariuszom ustalenie czy nie grozi jej żadne niebezpieczeństwo, ponieważ przed drzwiami wejściowymi do domu miała kilkucentymetrowy schodek. Dopiero kiedy jej zięć publicznie oświadczył, że teściowej nie grozi żadne niebezpieczeństwo, kobieta została odwieziona do domu.
Bycie policjantem wiąże się na ogół z oczywistymi niebezpieczeństwami. Wydawać by się mogło, że ewentualność postrzelenia, zastrzelenia, pobicia, czy innego groźnego dla życia zdarzenia to powszechne ryzyko zawodowe. Nie dla policji w Cheshire. Szefostwo tamtejszej jednostki uznało, że zwykły rower też może stanowić wielkie ryzyko i nakazało swoim policjantom przejście specjalnego testu, którego wyniki zdecydowały o tym, czy funkcjonariusze mogli patrolować okolice na rowerach czy też nie. I nie pomogło publiczne określanie przepisu jako „żałosny”. Prawo okazało się silniejsze.
Sadzenie kwiatków w swoim ogródku też, zdaniem władz, może być naszpikowane niebezpieczeństwami. Emerytowana mieszkanka Wiltshire, June Turnbell przez lata pielęgnowała ogródek przed swoim domem. Wydawała na to setki funtów z własnych pieniędzy, sama kupowała narzędzia ogrodnicze, sama kupowała kwiaty i sama pracowała przed swoim własnym domem. Jednak w pewnym momencie, władze miasta postanowiły zakazać tego ryzykownego procederu, ponieważ ogród kobiety był zbyt blisko zakrętu. „Swoją działalnością, kobieta naruszyła zasady bezpieczeństwa. W związku z tym, powinna najpierw postawić stosowny znak drogowy, informujący o przebiegających przy drodze pracach ziemnych, a także zakładać odblaskową kamizelkę i być może zatrudnić też pomocnika”. 79-latka podeszła do sprawy wyjątkowo rozsądnie, stwierdzając: „władze miasta mogą mnie aresztować i zamknąć w więzieniu jeśli chcą.”

Drobne przedsiębiorstwa i wytwórcy od dawna zmagają się z zapisami h&s. Niewielu przestrzega nakazu montowania w warsztatach specjalnych urządzeń do oczyszczania powietrza, lub specjalistycznych odkurzaczy. – Od 25 lat zamiatamy podłogi ręcznie. Nie stać nas na instalowanie zalecanych urządzeń, które kosztują tysiące funtów. Nigdy do tej pory nie zdarzył się u nas żaden wypadek i nikt nie dostał astmy. – twierdzi Sherry Colles, właścicielka jednego z warsztatów w Bristolu. – W pełni zdaję sobie sprawę z zasad bezpieczeństwa, ale niedługo nie będzie można nawet kichnąć, bez wypełniania jakiegoś specjalnego formularza. – dodaje rozgoryczona. – Zwykłych szczotek używa się od czasów świętego Józefa. I nikt nie będzie tego zmieniać. Żadne urządzenie, choćby nie wiem jak profesjonalne, nigdy nie będzie lepsze od pracownika wyposażonego w porządną szczotkę. – dodaje inny właściciel małej stolarni w szkockim Tayside. HSE broni jednak rozporządzeń, twierdząc, że kieruje się wyłącznie dobrem i interesem każdego pracownika. Przyznaje jednak, że ich rozporządzenia nie mają mocy prawa i są jedynie bardzo konkretnymi sugestiami.

Wydawać by się mogło, że same biura specjalistów od h&s będą wolne od absurdów, które sami zalecają. Nic bardziej błędnego. Pracownicy biur Health and Safety Executive dostali zakaz samodzielnego... przesuwania krzeseł lub innych mebli, uzasadniony ewentualnością wypadku w miejscu pracy. Zamiast tego, nakazano im „zamawianie stosownych usług z 48-godzinnym wyprzedzeniem.” Sprawa trafiła nawet do parlamentu, gdzie domagano się wyjaśnień. I wyjaśnienia przyszły pisemnie z ministerstwa pracy. Stwierdzono w nich, że „te przedmioty, które są stale przemieszczane mają przymocowane kółka i przesuwanie ich nie stanowi żadnego problemu. Jednak te, które takich kółek nie mają, ze względów bezpieczeństwa muszą być przenoszone przez odpowiedni personel.” Wszystko w związku z obawami przed wypadkiem. Tak samo, jak w przypadku urzędu gminy Tower Hamlets we wschodnim Londynie, gdzie zakazano wywieszania świątecznych dekoracji... „żeby nikt nie odniósł żadnych obrażeń w miejscu pracy”.

Władze Croydon we wschodnim Londynie zakazały wywieszania i suszenia prania nad chodnikami, ścieżkami i ulicami. Uzasadniono to ewentualnością zranienia kogoś, na kogo pranie mogłoby spaść. - Jak pranie może kogokolwiek zranić? To jest jakieś wariactwo! - komentuje Lord Young, któremu premier Cameron zlecił przeanalizowanie obowiązujących zasad h&s. Lord Young opowiada się przede wszystkim za zdrowym rozsądkiem.  – Ci, którzy ustalają tego typu przepisy stali się w pewnym sensie tyranami. Niektórzy z nich nie mają zielonego pojęcia o czym mówią, co nakazują i czego zakazują. Kwestie odszkodowań też wymknęły się spod kontroli. Za absurdalnymi przepisami idą absurdalne żądania. – twierdzi. Young chce doprowadzić do szybkich zmian. Chce, aby nikt nie bał się pracować i robić to, do czego jest powołany w obawie, że z jakiegoś powodu może być ciągany po sądach, bo akurat złamał jakiś absurdalny zapis. – Teraz, jeśli stanie się coś złego, to zawsze wina leży po stronie CZYJEJŚ. Wszyscy musimy brać odpowiedzialność za to, co robimy i zdać sobie wreszcie sprawę z tego, że gdzieś wina może być po prostu NASZA. Jeśli ktoś chce zrobić coś i może sobie złamać nogę, to jest to jego wybór i wyłącznie jego odpowiedzialność. Niedługo pewnie w rugby nie będzie można grać? – dodaje.

BHP niwelują zadania szkół

W ubiegłym roku przeprowadzono sondę wśród 585 brytyjskich nauczycieli, z których aż 44,3 procent jest zdania, że przepisy BHP w placówkach oświatowych degradują ich rolę. Ponad 46 procent pedagogów stwierdziło też, że niektóre zapisy negatywnie wpływają na rozwój dzieci. Jako jeden z absurdów wytknięto obowiązek zakładania okularów ochronnych w przypadku zabawy plasteliną. Nauczyciele opisywali kilkustronicowy wykaz zasad BHP w szkołach, wśród których szczegółowo opisywano niebezpieczeństwa związane z klejem, zakazy otwierania okien, nakazy odwoływania zajęć WF, gdy trawa na zewnątrz jest mokra czy też zakaz używania przez uczniów plastikowych spinek do włosów, „gdyż mogą być niebezpieczne, jeśli uczniowie na siebie wpadną”. Nic dziwnego, że znaczna część ankietowanych nauczycieli przyznała, że wręcz boi się zostawać z uczniem sam na sam, bo jeśli coś by się stało, „mogą być z łatwością oskarżeni o zaniedbania i nieprzestrzeganie zasad BHP”. Wszyscy podkreślają, że sztucznie wprowadzane zasady, nakazy i prawa nie mają nic wspólnego z wychowaniem dzieci i przygotowaniem ich do dorosłego życia. – Nie możemy wiecznie owijać dziecka cieplutką wełną i na każdym kroku chronić przed wszystkim dookoła. Dziecko musi poznać i nauczyć się żyć z wszelkimi niebezpieczeństwami dookoła niego. Zdrowy rozsądek powinien być najlepszym prawem.” – twierdzą pedagodzy.


 
Linki sponsorowane
Zaloguj się lub zarejestruj aby dodać komentarz.

Komentarze (wszystkich 7)

Cowboy

3588 komentarzy

22 listopad '10

Cowboy napisał:

rowerzysta ignorant ma sluchawki na uszach jak jedzie rowerem

czesto policja widzi ale nic nie robi

przejezdza szybko rowerem przez zebre z zoltymi swiatlami zamiast pieszo

czesto policja widzi ale nic nie robi

ale ma za to jaskrawa odblaskowa kamizelke na ktora zaklada plecak .....



profil | IP logowane

Adacymru

785 komentarzy

20 listopad '10

Adacymru napisała:

Skad sie biora coraz to nowe dodatki do przepisow BHP, ano stad, ze ludzie sami nakrecaja takie podejscie, bo ktos musi byc winny cokolwiek sie nie wydarzy (ktos, znaczy sie oczywiscie nie osoba, ktorej cos sie wydarzylo). Nie patrzy pod nogi, ktos jest winny, bo sie wywroci, i ktos przeciez musi placic za szkody na zdrowiu, bo przeciez nie przyzna, ze gapa nie patrzyla gdzie szla.

Sa bardzo potrzebne przepisy regulujace bezpieczenstwo, ale moda na znalezienie winnego (czytaj: kogos kto zaplaci, nawet za glupote skladajacego zazalenie) powoduje wlasnie takie restrykcyjne zasady, bo ubezpieczalnie nie sa przeciez stowarzyszeniami charytatywnymi, gdzies sobie musza odbic wyplaty, tylko "madry inaczej" nie widzi, ze sam za to zaplaci wczesniej czy pozniej.

Teraz nie ma nieszczesliwych wypadkow, teraz sa tylko wypadki z winy kogos innego.

Ludzie sami sobie sa winni, hmmmm ale lepiej poszukac winnego gdzies indziej....

profil | IP logowane

Snowflake

11 komentarzy

20 listopad '10

Snowflake napisał:

A szara strefa ma sie dobrze ..hehe..
nie ja

profil | IP logowane

krunschwitz

528 komentarzy

20 listopad '10

krunschwitz napisał:

Zawsze mi się wydawało,że Croydon leży w południowym Londynie ,a nie we wschodnim.
Cóż,widać pan Filip zna jakieś utajnione Croydon.
I tylko mi nie mówcie,że się czepiam i każdy się może pomylić;-)
A co do meritum artykułu to UK chyba chce być bardziej zakręcone pod tym względem niż USA.

profil | IP logowane

Reklama

dodaj reklamę »Boksy reklamowe

Tanie promy Anglia- Francja

Najtańsza linia promowa UK-Francja! Kliknij żeby sprawdź ceny...

Tylko £16.70 za paczkę UK-Polska

Paczki do Polski - Najniższa cena, solidny serwis od drzwi do drzwi, ubezpieczenie w cenie

Ogłoszenia

Reklama


 
  • Copyright © MojaWyspa.co.uk,
  • Tel: 020 3026 6918 Wlk. Brytania,
  • Tel: 0 32 73 90 600 Polska